Kto decyduje o tym, jak wygląda szyld nad wejściem?
Kto decyduje o tym, jak wygląda szyld nad wejściem do lokalu? Odpowiedź rzadko sprowadza się do jednej instytucji. Zwykle nakładają się na siebie trzy poziomy: prawo miejscowe uchwalone przez gminę, zasady obowiązujące w konkretnym budynku oraz zgoda właściciela nieruchomości. Pominięcie któregokolwiek kończy się demontażem gotowego już oznakowania na własny koszt.
Prawo miejscowe: co może narzucić gmina
Gminy mogą przyjmować uchwały porządkujące wygląd reklam, szyldów i małej architektury na swoim terenie. Taki dokument potrafi określić dopuszczalne wymiary tablic, ich liczbę przypadającą na jeden lokal, sposób mocowania, dopuszczalne materiały, a nawet to, czy reklama może świecić i w jakich godzinach. Zakres bywa różny, dlatego pierwszym krokiem jest sprawdzenie w urzędzie gminy, czy taka uchwała obowiązuje i co dokładnie reguluje.
Odrębną sprawą jest ochrona konserwatorska. Jeżeli budynek lub cały układ urbanistyczny jest objęty ochroną, wymagane bywa uzgodnienie z konserwatorem zabytków, a swoboda w doborze formy i kolorystyki jest wyraźnie mniejsza. W nowych budynkach ten problem zwykle nie występuje, za to pojawiają się wewnętrzne wytyczne inwestora.
Zasady budynku i zgoda właściciela
W obiektach wielolokalowych obowiązuje najczęściej spójny system oznakowania: wspólna strefa na szyldy przy wejściu, jednolita wysokość liter, wyznaczone pola na elewacji. Dzięki temu fasada nie zamienia się w zbiór przypadkowych tablic, ale najemca traci część swobody. Wytyczne warto zdobyć przed zamówieniem projektu, bo poprawki po wyprodukowaniu liter są droższe niż zaprojektowanie ich od razu w wymaganym formacie.
- dopuszczalne miejsce montażu i maksymalne wymiary pola;
- sposób zasilania podświetlenia i tryb jego załączania;
- wymóg uzgodnienia projektu graficznego przed produkcją;
- obowiązek demontażu i naprawy elewacji po zakończeniu najmu.
Witryna: widoczność kontra komfort pracy
Przeszklona witryna jest najtańszym nośnikiem informacji o firmie, dlatego kusi, żeby wykorzystać ją w całości. Warto jednak zostawić część powierzchni czystą. Oklejenie całej szyby odcina światło dzienne i sprawia, że wnętrze wygląda z ulicy na zamknięte, co przy usługach działa odwrotnie do zamierzenia. Praktyczny kompromis to wyraźny pas informacyjny na wysokości wzroku i pozostawienie reszty przezroczystej.
Przy doborze folii liczy się też strona świata. Witryna od południa mocno nagrzewa wnętrze, więc folia przeciwsłoneczna bywa potrzebna niezależnie od względów wizualnych. Przy witrynie od północy problemem jest raczej niedobór światła, więc każde dodatkowe zaciemnienie trzeba przemyśleć.
Kolejność, która oszczędza pieniądze
Najmniej kosztowna kolejność działań jest odwrotna do intuicyjnej. Zamiast zaczynać od projektu graficznego, zacznij od zebrania ograniczeń: uchwała gminna, wytyczne budynku, zgoda właściciela, ewentualne uzgodnienia konserwatorskie. Dopiero mając komplet warunków, zamów projekt, a po jego akceptacji produkcję i montaż. Ten sam porządek ma sens wcześniej, przy decyzji o adresie, bo lokal usługowy pod Warszawą różni się pod względem możliwości ekspozycji od lokalu w ścisłej zabudowie śródmiejskiej.
Na koniec drobiazg, o którym łatwo zapomnieć: oznakowanie musi zawierać dane pozwalające zidentyfikować przedsiębiorcę, a informacje o godzinach otwarcia powinny być widoczne z zewnątrz i zgodne ze stanem faktycznym. To najtańszy element całego systemu, a bywa pomijany w projekcie.


































